Jedliście kiedyś szaszłyki warsztatowe?

Jedliście kiedyś szaszłyki warsztatowe?

Od kilku dni wrzucałem Wam różne zapowiedzi i zajawki nowej serii filmów, nad którą pracowaliśmy ostatnio razem z Agatą z Eksperymentalnie.com. Dzisiaj przyszła pora na pierwszy odcinek :D

W pierwszym odcinku postanowiliśmy przygotować… szaszłyki. Poszczególne składniki nadzialiśmy na kawałek miedzianego drutu, a następnie całość zamocowaliśmy w szczękach wkrętarki, którą włączyliśmy na najniższych obrotach. Szaszłyka ogrzewaliśmy opalarką ;)

Z resztą – co ja Wam tu będę opisywał? Zobaczcie sami!

Kolejny odcinek już w przyszły poniedziałek na majsterkowym kanale YT. Jeżeli nie chcesz go przegapić, czym prędzej daj suba:

A – i wybaczcie nam tą tremę, która wylewała się z nas całymi wiadrami ;) Nie wiem jak Agata, ale dla mnie był to debiut przy tego typu produkcji i dopiero przy kręceniu kolejnych odcinków zaczynałem się rozkręcać :D

Do zobaczenia za tydzień!

Podziel się:

8 komentarzy do “Jedliście kiedyś szaszłyki warsztatowe?

  • Hej,
    już sam pomysł nagrania tej serii jest głupi, wręcz absurdalny. A takie pomysły lubię najbardziej ;)
    Wyszło nieźle, chociaż widać że brakuje jeszcze trochę obycia z kamerą, kwestia czasu ;) Ale ogólnie fajnie i podoba mi się!

    Technicznie jednak nie jest do końca dobrze, i z obrazem i z dźwiękiem.

    Obraz, jak na pewno zauważyliście co chwila się rozjaśnia i przyciemnia (zwłaszcza na ścianie to widać). Może da się w aparacie ustawić zupełnie manualnie na sztywno ustawienia, żeby nie kombinował cały czas.
    I dźwiękowi trochę brakuje. Znaczy sam w sobie nie jest zły, ale jest taki lekki pogłos, słychać że jest to nagrywane z daleka, takim „domowym” sposobem. Może warto by było jakieś proste mikrofoniki osobiste ogarnąć w przyszłości. Dla porównania zerknijcie na przykład na filmy AdBustera, gdzie ten dźwięk jest czysty i naprawdę wyraźny.

    Ale na koniec jeszcze raz podkreślę – ogólnie fajnie i ciekawie ;)

    Odpowiedz
    • Tak – z tym rozjaśnianiem i przyciemnianiem, to się zorientowaliśmy dopiero po fakcie. Nawet sobie zapisaliśmy, żeby następnym razem tego przypilnować, ale niestety pierwsze pięć odcinków jest tak właśnie nagranych…

      Co do dźwięku, to mikrofon stał na statywie jakiś metr od nas. Problemem jest to, że w warsztacie mam lekki pogłos (brak dywanów, firanek i zasłonek robi swoje;). Mikrofony osobiste by nie były takie głupie, ale boję się, że byśmy się przez nie pozabijali ;) Tym bardziej, że w czasie tej pierwszej sesji nagraniowej nie mieliśmy operatora, więc któreś z nas co chwilę biegało do aparatu.
      Postaram się coś wykombinować, żeby następnym razem było lepiej. Jak fundusze pozwolą, to może zainwestuję w dwa mikrofony bezprzewodowe…

      A obycie z kamerą przyjdzie z czasem :) Odrobinę trema nas zjadała (tym bardziej, że wcześniej prawie się nie znaliśmy osobiście;) i mamy tego świadomość. Pocieszam się tym, że wszyscy wielcy vlogerzy też byli strasznie sterowani i spięci w swoich pierwszych produkcjach (i najczęściej też na początku nie zwracali uwagi na jakość dźwięku i światła;)

      Cóż – człowiek się uczy na błędach :) Najważniejsze, żeby wystarczyło czasu i siły na przygotowywanie kolejnych odcinków, a reszta przyjdzie wraz z doświadczeniem.

      I przede wszystkim – cieszymy się niezmiernie, że tak ogólnie, to się jednak podoba :D

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz

Odpowiedz

anuluj

Masz uwagi?