Relacja z zabiegu laserowej korekcji wzroku (zdjęcia i filmy)

Relacja z zabiegu laserowej korekcji wzroku (zdjęcia i filmy)

Czołem! (a nawet okiem!)

Około dwóch tygodni temu wspominałem Wam o swoich rozterkach okularnika oraz o planowanym zabiegu laserowej korekcji wzroku, na którą mogłem sobie pozwolić dzięki współpracy z kliniką Voigt Medica. Info o planowanym zabiegu wzbudziło wśród Was i moich znajomych dosyć duże zainteresowanie tematem (widać nie tylko mnie okulary doprowadzały do szału). Na wszelkie pytania starałem się odpowiadać w miarę na bieżąco (poza kilkoma pierwszymi dniami po zabiegu, gdy prawie nic nie widziałem na monitorze), ale część z nich pojawiała się tak często (głównie o bolesność zabiegu, jego przebieg i wrażenia oraz samopoczucie po korekcie), że w tym poście rozpiszę się na tematy nieco szerzej.

Tylko uprzedzam – relację postaram się zrobić w miarę dokładnie, niczego nie pomijając, więc mogę się czasami trochę za bardzo rozwodzić nad niektórymi kwestiami. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej napisać za dużo, niż za mało.

No dobra – do rzeczy…

Dlaczego wybrałem metodę Femtolasik?

Przed zabiegiem długo czytałem o różnych metodach wykonywania laserowych korekcji wzroku. Wiele razy trafiłem na opinię, że jednoznacznie nie da się powiedzieć, która metoda jest najlepsza, bo wszystkie mają swoje plusy i minusy. Femtolasik jest obecnie najnowocześniejszą metodą wykonywania laserowych korekcji wzroku i zapewnia najkrótszy czas dochodzenia do siebie po zabiegu, bowiem na drugi dzień po zabiegu można już prawnie normalnie funkcjonować (w dalszej części tekstu szerzej się o tym rozpisałem). Jest to też metoda bardzo bezpieczna i obarczona naprawdę minimalnym dyskomfortem odczuwanym bezpośrednio po zabiegu (o tym też rozpisałem się niżej).

Na czym polega ta metoda?

Zabieg Femtolasik jest tak zwaną metodą głęboką i jest wykonywany w dwóch etapach. W pierwszym etapie laser femtosekundowy odpreparowuje płatek rogówki, a następnie laser excimerowy dokonuje już właściwej korekcji.

Jeżeli interesują Was szczegóły, to wszystko zostało fajnie wyjaśnione i pokazane na poniższym filmie:

W dalszej części postu znajdziecie też film z mojego zabiegu, więc będziecie mogli zobaczyć, jak to wyglądało „na żywo”).

Czy miałem jakieś obawy przed zabiegiem? Czy bałem się samej operacji?

Absolutnie nie. Jak już wspominałem w poprzednim poście, byłem tym zabiegiem niesamowicie podjarany. Uczucia, jakie mi w związku z tym towarzyszyły przypominały bardziej podniecenie małego dziecka, któremu rodzice w wesołym miasteczku po raz pierwszy pozwalają przejechać się na dużej łańcuchowej (#gimbynieznajo). Strachu nie było w tym wszystkim ani grama.

Chociaż jednej rzeczy się bałem…

Od Pana Piotra Voigta dostaliśmy pozwolenie, żeby moja Justyna mogła być obecna na sali operacyjnej i zrobić dokumentację do tej relacji. Część z Was może tego nie wiedzieć – Justyna jest moim operatorem kamery, gdy kręcimy jakieś filmy na majsterkowy kanał YT. W czasie kręcenia normalnych filmików mamy sporo czasu na rozstawianie kamer i dokręcanie dubli. Tutaj tego komfortu nie było – nie dość, że nie było mowy o żadnych powtórkach w czasie zabiegu, to jeszcze Justyna musiała sama ogarnąć dwie kamery i robienie zdjęć w czasie zabiegu. Zabiegu, który trwał dosłownie kilka minut, więc czasu na wszystko było bardzo mało… (na szczęście była bardzo dzielna i poradziła sobie wzorowo!).

I to była jedna jedyna rzecz, jaka spędzała mi sen z powiek przed zabiegiem. Strach, że nie uda nam się wszystkiego udokumentować tak, jak byśmy chcieli.

Przygotowania do zabiegu

Kilkoro z Was pytało o to, czy do zabiegu musiałem się w jakiś szczególny sposób przygotowywać. Gdy dzwoniłem do kliniki umówić termin zabiegu dostałem tylko jedną wytyczną – aby na dwa tygodnie przed zabiegiem nie nosić soczewek kontaktowych. Soczewki odstawiłem już dawno, więc nawet nie musiałem zbytnio o tym myśleć.

Jedynie w dniu zabiegu miałem dodatkowo odstawić colę, energetyki, kawę i inne używki podnoszące ciśnienie (chociaż piwo dla rozluźnienia było podobno nawet wskazane;).

I to w sumie tyle. Nie było żadnych więcej wyrzeczeń, specjalnej diety, czy innych zakazów.

Przed zabiegiem seria badań

W dniu zabiegu o 9 rano stawiłem się na badania kwalifikacyjne. Oczywiście nie obyło się bez problemów – na szczęście tylko technicznych w naszym sprzęcie. Gdzieś po drodze zgubiła się śrubka mocująca od kamerki, więc na szybko musiałem coś zaimprowizować:

Tak – nawet jadąc na operację mam ze sobą trytytki i multitoola (na wypadek, gdyby się laser zepsuł i musiałbym go szybko naprawić).

Gdy sprzęt był już przygotowany, mogłem wejść do środka…

Na początku czekało na mnie trochę papierologii. Takie tam standardowe ankiety z pytaniami o dane osobowe, przebyte choroby i urazy oczu, ostatnie pobyty w szpitalach, aktualne choroby i przyjmowane leki. Jednym zdaniem – taka rutynowa seria pytań, na jakie odpowiada się przed jakimkolwiek zabiegiem medycznym.

Po wypełnieniu wszystkich papierów zostałem porwany przez Panią Aleksandrę – optometrystkę, na serię badań.

Przed pierwszym badaniem czekał mnie jeszcze wywiad z Panią optometrystką, na którym w większości padały te same pytania, co w wypełnionej wcześniej ankiecie.

Przy oddawaniu krwi mam zawsze to samo – najpierw siedzę nad wypełnieniem długiej ankiety, a później pani doktor i tak zadaje te same pytania, żeby sprawdzić, czy ktoś w ankiecie nie naściemniał :D I w sumie dobrze, że zostałem wzięty na te przepytki, bo jak się okazało, lekkie nadciśnienie to też choroba, o której warto wspomnieć przed zabiegiem ;)

Pomiar grubości rogówki

Po odbębnieniu wywiadu mogliśmy przejść do pierwszego badania, w czasie którego w 25. przekrojach była mierzona grubość rogówki:

Jest to jedno z kluczowych badań przy zabiegu metodą Femtolasik, w której płatek rogówki jest oddzielany od oka za pomocą lasera femtosekundowego. To właśnie dzięki temu badaniu wiadomo, jak głęboko laser ma „ciąć”, żeby odseparować płatek rogówki od oka.

Po badaniu Pani Aleksandra oznajmiła, że mam bardzo ładną rogówkę. Ach – nie ma to jak z samego rana usłyszeć taki komplement od ładnej Pani optometrystki!

A jeżeli jesteście ciekawi, jak wygląda moja rogówka, to proszę bardzo:

Prawda, że piękna?

Pomiar szerokości źrenic

W drugim badaniu została zmierzona szerokość źrenic:

Badanie trwało kilka sekund i sprowadzało się do patrzenia w takie śmieszne, uśmiechnięte urządzenie wydające różne fikuśne dźwięki. Był to sprzęt zaprojektowany tak, żeby utrzymać uwagę dzieci. Chyba działało, bo moją uwagę tez utrzymało.

Badanie długości gałki ocznej

W trzecim badaniu została zmierzona długość gałki ocznej:

Tutaj niestety żadnych komplementów nie usłyszałem, ale chyba było ok, skoro zakwalifikowałem się do zabiegu.

Keratometria – pomiar krzywizny i mocy rogówki

W kolejnym badaniu Pani optometrystka dokonała pomiaru krzywizny mojego oka oraz mocy rogówki w dwóch przekrojach prostopadłych:

Badanie, tak samo jak wszystkie pozostałe, polegało na patrzeniu się w świecący punkcik.

Pomiar ciśnienia w oku

W czasie badania ciśnienia w oku zostałem opluty przez maszynę…

No dobra – było to oplucie „na sucho”, więc jestem w stanie to wybaczyć :D Ciśnienie w oku jest mierzone metodą nieinwazyjną, za pomocą krótkiego, delikatnego podmuchu powietrza puszczonego na oko. Było to całkowicie bezbolesne, ale w pierwszym skojarzeniu poczułem się właśnie tak, jak by mi ktoś delikatnie napluł prosto w oko.

Awans do drugiego gabinetu

Do tej pory wszystkie badania przebiegły pomyślnie, więc mogliśmy przejść do drugiego gabinetu na dalszą część badań.

Jeżeli dobrze zrozumiałem, najbardziej kluczowe do kwalifikacji badania były wykonywane w pierwszym gabinecie, więc przejście do drugiego mocno mnie uspokoiło i już wiedziałem, że nie odpadnę w przedbiegach.

W drugim gabinecie były wykonywane badania, które pewnie większość z Was już niejednokrotnie miała robione – czyli odczytywania najróżniejszych wariantów literek wyświetlanych na ścianie, oraz ocenianie stopnia ich „czarności” na zielonym i czerwonym tle. Bardzo podobne badania (tylko dużo starszym sprzętem) miałem robione jeszcze w podstawówce, gdy rodzice zamawiali mi pierwsze okulary, jak i kilka lat temu, gdy robiłem badania przed zakupem pierwszych soczewek kontaktowych.

Były to już po prostu badania sprawdzające, jak dużą mam wadę i jak głęboką korekcję tej wady trzeba wykonać.

Część badań wykonywana była na takim kosmicznym sprzęcie:

Justyna brutalnie wykorzystała fakt, że robiła zdjęcia moim telefonem i w czasie badań wrzuciła to zdjęcie na fanpage i mój prywatny profil ogłaszając szybki konkurs na jakiegoś mema z wykorzystaniem tego zdjęcia ;)

No nie powiem – daliście czadu! No nic – zgłoszenia na konkurs były, więc i jakąś nagrodę dla zwycięzcy muszę wykombinować. Który mem Waszym zdaniem zasługuje na wyróżnienie?

Ok – pośmieszkowaliśmy sobie trochę, a teraz czas wrócić do konkretów!

Po wykonaniu wszystkich badań dostałem na nos „okulary”, w których musiałem wyrecytować krótką czytankę:

Na sam koniec badań dostałem do oczu kropelki, po których musiałem odczekać 15 minut w poczekalni, a następnie wrócić jeszcze na jedną minutkę na ostatnią kontrolę wzroku.

Drugi gabinet zaliczony. Idę do trzeciego!

Po zaliczeniu badań w drugim gabinecie dostałem awans do trzeciego gabinetu, w którym czekała na mnie Pani doktor Barbara Górska (okulistka), która podejmuje ostateczną decyzję o kwalifikacji do zabiegu.

Przed podjęciem decyzji Pani doktor po raz ostatni rzuciła okiem na moje oczy:

I zapadła decyzja – nie ma żadnych przeciwwskazań do wykonania zabiegu!

Chociaż, jak się później okazało w czasie rozmowy z prezesem kliniki, Panem Piotrem Voigtem, mam bardzo szerokie źrenice, co w większości klinik mogłoby mnie zdyskwalifikować z zabiegu metodą Femtolasik. Tutaj jednak mi się przyfarciło i udało się ustawić w laserze customowy program, który poradził sobie z moimi źrenicami :)

Przygotowania do zabiegu

Ze względu na zaaplikowane w czasie badań kropelki, przed zabiegiem trzeba odczekać minimum 4 godziny. Pojechaliśmy więc coś przekąsić i o godzinie 15 wróciliśmy do kliniki.

Po podpisaniu kilku ostatnich dokumentów (zgody na zabieg, itp.) zostaliśmy zaprowadzeni na blok operacyjny…

W sali przedoperacyjnej zostałem przygotowany do zabiegu. Dostałem stylowe, zielone wdzianko ochronne. Pani pielęgniarka zdezynfekowała mi także okolice oczu, oraz podała znieczulenie.

Samo znieczulenie oczu zostało podane w formie kropelek, więc obyło się bez żadnych igieł. Kropelki znieczulające miałem podawane trzy razy w odstępach około 10-minutowych.

Dostałem także „wyprawkę” z lekami (kropelki nawilżające, z antybiotykiem i sterydy) oraz zaleceniami i dawkowaniem poszczególnych kropli.

W międzyczasie dostałem także Ketonal, oraz jakieś ziółka uspokajające (po których złapała mnie mała głupawka).

Czekając na zabieg udało mi się złapać Pana Piotra i namówić na szybkiego selfiaka :D

W sali przedoperacyjnej zleciało nam około 30-40 minut. Po tym czasie zostałem już poproszony na salę operacyjną (Justyna poszła tam kilka minut wcześniej, żeby rozstawić się ze sprzętem).

Zabieg!

I wreszcie nadeszła długo wyczekiwana chwila, w której mogłem raz na zawsze pożegnać się z okularami!

Po wyłożeniu się na kozetce został mi założony rozpierak na powiekę, abym nie próbował mimowolnie zamykać oczu w trakcie zabiegu.

I tutaj zaczynają się zdjęcia, które co wrażliwsi niekoniecznie mogą chcieć oglądać, dlatego będę je chował w spoilerach. Wrażliwi nie będą musieli odwracać wzroku, a ciekawsi będą mogli zobaczyć, jak to wszystko wyglądało :)

Spoiler: Rozpierak założony na powiekę Pokaż

Samego rozpieraka nie czułem. Tzn. czułem, że coś tam było zakładane, ale znieczulenie oczu było tak silne, że nie czułem kompletnie żadnego dyskomfortu.

Po założeniu rozpieraka oczy zostały mi zakropione jakimiś brązowymi kropelkami, a następnie całe łóżko, na którym leżałem, podjechało pod pierwszy, femtosekundowy laser, którego zadaniem było oddzielenia płatka rogówki od oka.

Podczas pracy tego lasera niezwykle ważna jest precyzja cięcia, dlatego sama gałka oczna została unieruchomiona za pomocą specjalnej przystawki, która została przyciśnięta do oka na czas pracy lasera:

I to była chyba jedyna część zabiegu, którą w jakikolwiek sposób czułem. Nie był to jednak ból, a takie odczucie nacisku na oko. Czułem to tak, jak bym sobie przez zamkniętą powiekę naciskał (z umiarem) palcem na oko. Generalnie nic strasznego :)

Poniżej wrzucam nagranie z kamery wbudowanej w laser, więc możecie sobie zobaczyć, jak to wyglądało w praktyce. Na filmie widać unieruchamianie oka za pomocą pierścienia ssącego oraz działanie lasera, który odseparował płatek rogówki, a następnie wyciął go po krawędzi. W tym filmie nie ma żadnych strasznych scen, więc możecie spokojnie go obejrzeć.

Po odseparowaniu płatka rogówki łóżko podjechało pod drugi laser, gdzie Pani doktor wkroczyła do akcji z przyrządem, za pomocą którego podniosła płatek rogówki. Mnie takie ujęcia fascynują, ale ze względu na wrażliwców wrzucam to zdjęcie w spoiler:

Spoiler: Odseparowywanie płatka rogówki Pokaż

Na zdjęciu może to wyglądać strasznie, ale z perspektywy pacjenta nie miałem nawet świadomości, że coś takiego się dzieje. Pani doktor cały czas informowała mnie o tym, co aktualnie robi, ale sam swoimi oczyma kompletnie nie widziałem ani tego przyrządu, ani w ogóle nic poza zielonym światełkiem, w które miałem się wpatrywać. Jedyną rzeczą, jaką zauważyłem, była utrata ostrości widzenia po podniesieniu płatka rogówki.

Po podniesieniu płatka laser wykonał już zabieg właściwy. Sam zabieg w moim przypadku trwał około 2 sekund (czas trwania zależy od wielkości wady i wynosi 1,4 sek./dioptrię) i był w 100% bezbolesny.

Gdy laser skończył wykonywać korektę, Pani doktor „odłożyła” płatek rogówki na swoje miejsce i wygładziła go specjalną… „szpatułką”. Leżąc pod laserem w sumie w ogóle tego nie czułem, ale oglądając później nagranie skojarzyło mi się to z oklejaniem czegoś folią, spod której trzeba powypychać pęcherzyki powietrza.

Spoiler: Odkładanie płatka rogówki Pokaż

I tyle. Jedno oko było już skorygowane, więc taka samą operację powtórzyliśmy dla drugiego oka.

Z tego etapu także mam film, na którym ładnie widać pracę samego lasera:

Fajowe, no nie?

Kilka chwil później było już po wszystkim…

Tak – właśnie tak wygląda szczęśliwy człowiek po Ketonalu i ziółkach uspokajających :D

Czy czułem jakikolwiek dyskomfort?

Tylko raz – w czasie pracy drugiego lasera (tego wykonującego korekcję) musiałem wpatrywać się w zielony punkt. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie to, że dookoła tego punktu było dużo białego i dosyć jasnego światła, które trochę mnie raziło. Była to dla mnie chyba najtrudniejsza część zabiegu, podczas której musiałem się mocniej skupić na tym, żeby utrzymać wzrok na zielonym punkcie.

Stosowany w tym zabiegu laser posiada zaawansowany system śledzenia ruchów gałki ocznej i jest w stanie błyskawicznie (do 2 ms) reagować na każdy jej ruch, więc nawet gdybym poruszył okiem, nic by się nie stało. Mimo wszystko starałem się nie wystawiać na próbę tej technologii ;)

Samopoczucie po zabiegu

Bezpośrednio po zabiegu nic mnie nie bolało (żadne zaskoczenie – działały jeszcze kropelki znieczulające). Nie widziałem natomiast prawie nic! Mój świat wyglądał wtedy mniej więcej tak:

Wtedy zrozumiałem, dlaczego zaleca się przyjechać na zabieg z osobą towarzyszącą…

Po powrocie do hotelu zjedliśmy jeszcze kolację i wróciliśmy do pokoju. Leki, które dostałem w klinice błyskawicznie ścięły mnie z nóg. Justyna mówi, że wystarczyła mi dosłownie minuta, aby po zwaleniu się na łóżko zasnąć głębokim snem.

Po kilku godzinach się przebudziłem i…

Wtedy bolało…

Tego wieczoru oczy bolały mnie dosyć mocno. Gdy zamykałem oczy czułem się, jak bym miał piasek pod powiekami. Natomiast gdy je otwierałem, miałem bardzo silny światłowstręt. W głowie miałem jednak mocno zakodowane hasło „nie trzeć oczu!”, które było mi wielokrotnie powtarzane w klinice, więc łyknąłem tylko coś przeciwbólowego, popiłem lampką wina i poszedłem dalej spać.

Wtedy też ponownie doceniłem to, że była przy mnie Justyna. Sam nie byłbym w stanie nawet znaleźć swoich wszystkich kropelek – o ich rozróżnieniu i zakropieniu już nie wspominając. A w dniu zabiegu kropić trzeba było co godzinę, więc Justyna mnie w tej kwestii uratowała.

I na tym ból się skończył!

Gdy rano się obudziłem, po bólu nie było już ani śladu. Nic, zero, null! Pomijając fakt, że nadal widziałem dosyć nieostro (ale zdecydowanie lepiej, niż bezpośrednio po zabiegu), nie odczuwałem kompletnie żadnych nieprzyjemnych dolegliwości. No po prostu jak ręką odjął – wstałem i nie bolało już nic a nic. Ogarnęliśmy się więc, zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do kliniki na wizytę kontrolną.

Dzień po zabiegu Pani optometrystka sprawdziła ile jestem w danej chwili zobaczyć. Oczywiście w tamtej chwili jeszcze niewiele widziałem, ale zostałem uspokojony, że to całkowicie normalne i mgła z każdym dniem będzie coraz mniejsza. Drugą część wizyty kontrolnej miałem u Pani doktor, która dokładnie obejrzała moje oczy.

Żadnych niespodzianek nie było, więc wróciliśmy do hotelu się spakować i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu (w czasie której nawet chwilę poprowadziłem auto na autostradzie).

Jak wyglądały kolejne dni po zabiegu?

Zgodnie z zapowiedziami mgła z oczu zeszła mi dosyć szybko. Duży problem miałem tylko podczas pracy przy komputerze, ponieważ światło monitora powodowało mocne rozmywanie obrazu. W sumie dopiero dwa dni po zabiegu byłem w stanie cokolwiek zrobić przy komputerze. Dzisiaj, w chwili pisania tego artykułu, mija dziewiąta doba od zabiegu i chyba dopiero teraz mogę powiedzieć, że przy komputerze widzę już wszystko całkiem dobrze.

Rozmycie widzę jeszcze podczas patrzenia na silne źródła światła – np. gdy po zmroku patrzę na reflektory samochodów. Co prawda wszystko widzę już ostro, ale same światła samochodów mocno się jeszcze rozmywają. Wygląda to trochę tak, jak bym patrzył na nie przez porysowaną szybę samochodową. Nie ma się jednak czym martwić, bo oczy potrzebują do miesiąca, aby się w pełni zagoić i zregenerować po zabiegu, więc mam jeszcze czas :)

Relacja z Instagram Story

Przez cały wyjazd nagrywałem i wrzucałem na Instagram Story (@majsterkowo) krótkie relacje z tego, co się działo. Dla tych, którzy nie mieli okazji oglądać tego na żywo, wrzucam poniżej kompilację zrobioną ze wszystkich relacji :)

Odpowiedzi na Wasze pytania

Na koniec chciałbym jeszcze poodpowiadać na pytania, które zadawaliście mi w związku z zabiegiem:

Jaką miałem wadę wzroku?

Miałem -1,5D na jednym oku i -1,25D na drugim. Teoretycznie nie jest to duża wada, ale! Jak się dowiedziałem, wielkość wady nic a nic nie mówi o tym, jak źle ktoś widzi. Tzn. gdyby postawić obok siebie dwie osoby z wadami -1,5D, to jedna z nich mogłaby widzieć dużo gorzej od drugiej. I tak właśnie było u mnie – Pani okulistka powiedziała, że mimo niedużej wady widziałem bardzo źle (co sam też wiedziałem od dawna;).

Jaki był czas oczekiwania na zabieg?

Pierwszy termin dostałem jakoś na za 7 dni na rano. Niestety wtedy nie mógłbym załatwić wszystkiego jednego dnia (między badaniami kwalifikacyjnymi a zabiegiem musi być minimum 4 godziny przerwy), więc wziąłem bardziej oddalony termin, żeby móc rano załatwić badania i tego samego dnia po południu zrobić zabieg.

Czy efekty zabiegu są trwałe?

Wszędzie zapewniają, że tak, ale tak naprawdę będę mógł Wam to potwierdzić dopiero za kilkanaście lat (jak bym zapomniał, to się przypomnijcie z pytaniem;). Na stronie kliniki, w sekcji Najczęściej zadawane pytania piszą, że z wiekiem może się pojawić tak zwana starczowzroczność, która jest następstwem naturalnych procesów starzenia się oka. Jeżeli jednak taka wada na starość się pojawi, to będzie całkiem nową wadą, a nie powrotem wady usuwanej w trakcie zabiegu.

Czy trzeba jeździć na badania kontrolne?

Badania kontrolne wykonywane są po jednym dniu, tygodniu, miesiącu i do pół roku od zabiegu.

Ile kosztuje taki zabieg?

Na całkowity koszt zabiegu składają się:

  • 250 zł – koszt badań kwalifikacyjnych. Jest to jedna opłata niezależna od tego, czy chcemy zoperować jedno, czy od razu oboje oczu. W przypadku braku kwalifikacji na zabieg w klinice Voigt Medica opłata za badania jest zwracana.
  • 3700 zł – koszt zrobienia korekty metodą Femtolasik na jednym oku.

Do tego trzeba doliczyć koszt wizyt kontrolnych. Pierwsza wizyta kontrolna jest wliczona w cenę zabiegu, a każda kolejna kosztuje po 100 zł.

Wszystkie wyżej wymienione ceny znajdziecie w cenniku kliniki.

U mnie dochodzi jeszcze koszt dojazdów do Krakowa, czyli w moim przypadku około 300 zł za każdy wyjazd. Na szczęście Pani doktor pozwoliła mi pominąć tą wizytę kontrolną po tygodniu, więc do Krakowa wybieram się dopiero w połowie grudnia.

Czy to drogo? Na pewno całkowity koszt zabiegu jest kwotą, którą trzeba wcześniej zaplanować w domowym budżecie (no chyba, że możecie od tak wydać ~8000 zł bez planowania – to zazdroszczę;), ale komfort życia bez okularów zdecydowanie jest tego warty! Wiem, że łatwo jest mi się wymądrzać, bo za zabieg rozliczałem się na trochę innych zasadach, ale wierzcie mi – życie bez okularów jest tego warte! Jest to po prostu cena komfortu życia.

Pomyślcie tylko – kupując samochód bez zastanowienia dopłacamy kilka tysiaków, żeby mieć bogatsze wyposażenie. Kupując łóżko dopłacamy do lepszego materaca, żeby się lepiej spało. Regularnie wymieniamy telefony, żeby cieszyć się maksymalnym komfortem korzystania. Do komfortu dopłacamy na każdym kroku – do lepszych (ładniejszych) butów, ładniej brzmiących gitar, głośniej grających głośników, czy telewizorów o większej przekątnej. Inwestycja w ostry jak przecinak wzrok niczym się tutaj nie różni!

Czy muszę teraz jakoś specjalnie dbać o oczy?

Tak – jest kilka rzeczy, o których muszę pamiętać przez kilka miesięcy. Nie mogę przebywać w zadymionych i zapylonych pomieszczeniach oraz przez trzy miesiące chodzić na basen. Na razie muszę też bardzo uważać, żeby do oczu nie dostał mi się szampon, żel pod prysznic czy mydło. Te zalecenia staram się traktować bardzo poważnie. Przez pierwszy tydzień kąpałem się nawet w okularach do pływania, żeby zminimalizować ryzyko dostania się do oczu szamponu ;)

I co dalej?

Czas pokaże! Póki co z dnia na dzień obserwuję znaczącą poprawę ostrości widzenia. W tej chwili widzę już nieco lepiej, niż widziałem w okularach, a wszystko wskazuje na to, że może być jeszcze troszkę lepiej, więc jestem naprawdę mega zadowolony z zabiegu i efektów po nim. No i wreszcie uwolniłem się od okularów, których nie muszę wiecznie myć, wycierać i przecierać. Jest to naprawdę niesamowite uczucie… – jak by mi ktoś odciął od nogi kulę, którą nosiłem od dwudziestu lat…

Teraz, z dużo lżejszą głową aż przyjemnie jest widać nowy dzień! No i wreszcie mogę się rozejrzeć za jakąś bardziej profesjonalną ochroną oczu do majsterkowania, bo nic mnie już nie ogranicza przy wyborze!

Być może napiszę jeszcze jeden krótki post po tej wizycie kontrolnej, którą mam w połowie grudnia – wtedy będę mógł napisać coś więcej o finalnych efektach, jakie przyniósł zabieg.

Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, na które nie znaleźliście odpowiedzi w poście, walcie śmiało w komentarzach!

Pozdrawiam. I do zobaczenia!
Łukasz

Podziel się:

35 komentarzy do “Relacja z zabiegu laserowej korekcji wzroku (zdjęcia i filmy)

  • O – znalazłem w sieci zdjęcie, które idealnie oddaje to, jak widziałem po zmroku przez kilka pierwszych dni po operacji. Teraz, po dwóch tygodniach, nadal się ten efekt delikatnie utrzymuje, ale jest już prawie niezauważalny (najmocniej się uwidacznia na światach samochodów, które jadą z naprzeciwka – szczególnie, jak są źle ustawione i świecą prosto w twarz).

    Odpowiedz
    • Życzę Ci, aby się to nie utrzymało, ale będę czekał na relację po dłuższym czasie. Jest to w zasadzie moja główna obawa w stosunku do zabiegu i nie ma żadnych gwarancji, że ten efekt się nie utrzyma. Wiele jest relacji ludzi, którzy po takim zabiegu nie mogą już prowadzić pojazdów w nocy, a to mnie kompletnie nie urządza… Mam obecnie porysowane okulary, więc dokładnie wiem jak ten efekt wygląda i jest to NIEBEZPIECZNE w trakcie jazdy w nocy – te refleksy oślepiają i zasłaniają szczegóły, które zdrowa osoba bez problemu widzi – np. ciemno ubranych ludzi przy krawędzi drogi, pieszych wchodzących na pasy itp.

      Odpowiedz
  • Super! Gratuluję! Jak wygram w totka to może sam się odważę na coś takiego. Wzrok to jest w zasadzie ostatnia rzecz przy której chciałbym coś robić w swoim ciele. U mnie największą wadą jest astygmatyzm, a nie same dioptrie.

    Odpowiedz
      • Hej, też jestem ponad 5 lat po zabiegu femtolasik (również w Krakowie, ale inna klinika).
        Miałem krótkowzroczność obu oczu (nie pamiętam już jaką – bez okularów ciężko mi było odczytać rejestracje z auta, za którym jechałem :( ) , oraz astygmatyzm oka prawego.
        Potwierdzam, że sam zabieg jest bezbolesny – najtrudniejszym momentem u mnie było unieruchomienie gałki ocznej, u mnie udało się dopiero za trzecim podejściem. Bardzo nieprzyjemne uczucie – nagle tracimy wzrok, czujemy jak ktoś nam coś wciska w oko :P Wzrosło mi wtedy bardzo ciśnienie i lekarz musiał czekać aż się uspokoję. Uciążliwe było też czekanie na zabieg i głód :P (ps. weźcie sobie kanapki ze sobą, ja nie miałem hotelu i cały dzień czekałem w klinice)
        Krótkowzroczność została wyeliminowana w 100% – niestety astygmatyzm to taka wada, której ciężko się pozbyć nawet laserem – zostałem o tym poinformowany przed zabiegiem. Wzrok się poprawił, nie muszę zakładać okularów, widzę dokładnie i wyraźnie – astygmatyzmu niestety nie udało się wyeliminować w 100% , ale jestem zadowolony z zabiegu.
        Zaraz po zabiegu najlepiej położyć się spać, oczy szczypią i łzawią bardzo mocno, z nosa się leje (kanały połączone). Na drugi dzień już funkcjonowałem normalnie, w 3 dniu już byłem w pracy (ale bez wysiłku!) Na początku również miałem efekt „olśnienia” światłem przez samochody jadące z naprzeciwka – z miesiąca na miesiąc było to coraz słabsze, i jakoś po pół roku przestało mi to przeszkadzać.
        Gdy teraz sobie o tym myślę, czy dobrze zrobiłem – odpowiadam sobie podobnie jak Ty w artykule: dopłacamy do lepszego wyposażenia w samochodzie, kupujemy „zabawki” , które po roku domagają się kolejnej wymiany na nowsze, a ja zainwestowałem w coś, co jest najcenniejsze w życiu – zdrowie!
        Odpowiadam tak każdemu, kto zapyta mnie czy było warto?! Odpowiedź brzmi: TAK! Warto wydać ciężko zapracowany, nawet ostatni grosz w trosce o swoje zdrowie i wygodę w życiu codziennym.
        Pozdrawiam majsterkowiczów!

        Odpowiedz
        • Bez okularów rejestracji też bym nie odczytał ;)

          W czasie zabiegu okulistka własnie uprzedzała, że niektórzy pacjenci źle znoszą to unieruchamianie gałki ocznej. Dla mnie to był pikuś, ale właśnie przy drugim laserze bardzo mocno raziło mnie to białe światło (ale dało się wytrzymać te kilkanaście sekund).

          Odpowiedz
  • Ułatwiłeś mi decyzję o poddaniu się zabiegowi. Kilka miechów temu zacząłem o tym myśleć ale trochę cykałem się tego jak to wygląda i jak później dochodzi się do siebie. Propsy za przetarcie szlaku!! To teraz muszę tylko uzbierać fundusze…

    Odpowiedz
  • Chciałbym mieć taką rogówkę.
    Ja mam wadę co się nazywa stożek rogówki, miałem już zabieg crosslinkingu, podobne czynności, ale efekt inny, jednak też mi smyrali po oku „wacikami”. Gorzej, że mnie, pół roku po zabiegu, nadal pobolewają oczy, występuje suchość oka i jeszcze trochę negatywnych skutków, niestety zupełnie normalnych po takim zabiegu.

    Odpowiedz
  • Nie znalazlem informacji czy ten artykul zawiera lokowanie produktu (uslugi) czy jest sponsorowany tudziez w jakikolwiek inny sposob gratyfikacji „sterowany” przez klinike. Czytam Twoja strone od samego poczatku i do tej pory nic tak mnie nie razilo jak ten artykul. Jego dlugosc i nasycenie zdjeciami rodem z folderu reklamowego (na pieciu jest mega wielkie logo firmy ktore bije po oczach) powoduje ze mam spory niesmak. Nie spodziewalem sie az czegos takiego po Tobie…

    Odpowiedz
    • Już w pierwszym zdaniu wyraźnie zaznaczyłem, że na zabieg mogłem sobie pozwolić dzięki współpracy z kliniką.
      Chociaż sam artykuł powstał bardziej „na życzenie” znajomych, którzy dowiedzieli się o moim planowanym zabieg i chcieli mieć relację z pierwszej ręki. A że wszelkie relacje lubię robić mega szczegółowe, to i tym razem się przyłożyłem :)

      Pozdrawiam serdecznie!
      Łukasz

      Odpowiedz
      • Dla mnie artykuł jest bardzo wartościowy!! I czekam na ten kolejny. Przymierzam się do zabiegu, ale boję się efektów ubocznych zostających po dłuższym czasie. Dasz Łukaszu znać za jakiś czas, czy mgła całkiem ustąpiła?
        Pozdrowionka :*

        Odpowiedz
      • Hola. hola, nie kamienujcie go. Mi też nie leżał ten artykuł. Wg mnie nie jest wyraźnie zaznaczone bo WSPÓŁPRACA to bardzo pojemne słowo. Ja też nie wiem co się pod tym kryje. I chyba nikt nie wie – włączając w to KochamBurgery. Pawel szlifował im półki i dlatego dostał operację? Nie wydaje mi się. I żeby nie było – nie obchodzi mnie specjalnie co Łukasz zrobił, kogo zna i jaki dostał dzięki temu bonus ale ten artykuł mocno odstaje od reszty i akurat podzielam zdanie MarekRR. Pewien niesmak jest…
        Ja wiem, że Łukasz ma tutaj grono oddanych fanów ale mam nadzieje, że jeszcze nie fanatyków i że ciągle można mieć prawo do własnego zdania…

        Odpowiedz
        • Wewnątrz serca czuję, że sumienie mam czyste :) W materiale dwa razy zaznaczyłem, że zabieg miałem zrobiony dzięki współpracy – na samym początku, oraz przy omawianiu kosztów zabiegu („Wiem, że łatwo jest mi się wymądrzać, bo za zabieg rozliczałem się na trochę innych zasadach, ale…”).

          Artykuł nie jest w żaden sposób sterowany, a jego treść nie jest przez nikogo narzucana. Jedyne co, to przed publikacją klinika dostała cały tekst do wglądu i sprawdzenia pod kątem merytorycznym, co bym Wam jakichś głupot nie nagadał (w natłoku informacji łatwo coś pomieszać).

          To nie jest tak, że ktoś mi zapłacił górę kasy za wciskanie Wam garnków za jedyne 1250 zł za sztukę. Nie wciskam Wam ani garnków, ani żadnego innego kitu. Do niczego też nie namawiam. Po prostu opisuję, jak było.

          PS – też mam nadzieję, że wśród Was nie ma żadnych fanatyków (po żadnej ze stron). Fanatyzm jest fe pod każdym względem.

          Tylko żeby teraz nie było, że „winny się tłumaczy” ;)

          Pozdrawiam serdecznie!
          Łukasz

          Odpowiedz
    • A ja wręcz przeciwnie. Wcześniej się bałam, ale po obejrzeniu tych filmików większość obaw odeszła, bo nic szczególnego się tam nie dzieje (poza ładnymi niebieskimi światełkami mrugającymi na oku).

      Odpowiedz

Odpowiedz

anuluj

Masz uwagi?